Wstać rano i zjeść ciepłe bułeczki. Marzenie :) Czasem jednak można je spełnić. Czasem nawet łatwiej niż może nam się wydawać. Te dzisiejsze robi się dosłownie w pół godziny razem z pieczeniem. Czy to długo? Zależy. Jeśli miałabym wstać pół godziny wcześniej, kiedy idę do pracy to pewnie by mi się nie chciało, ale kiedy mam dzień wolny, to poczekać na śniadanie te pół godzinki to nie problem :)
* 450 g mąki pszennej (u mnie typ 650),
* 250 ml ciepłego mleka,
* 50 g świeżych drożdży,
* 1 jajko,
* 1 płaska łyżeczka soli,
* 2 łyżeczki cukru,
* 4-5 łyżek oliwy,
Włączamy piekarnik i ustawiamy go na 190 st. Drożdże zasypujemy cukrem i mieszamy aż "popłyną". Dolewamy ciepłe mleko i 3-4 łyżki mąki. Odstawiamy na dosłownie 5-7 min. W tym czasie drożdże zdążą "ruszyć". Następnie dodajemy resztę składników i ugniatamy elastyczne ciasto. Od razu formujemy okrągłe bułeczki. Mnie wyszło 12 szt. Układamy je na blasze do pieczenia wyłożonej papierem do pieczenia. Smarujemy ciepłym mlekiem i posypujemy czym kto lubi. Ja posypałam czarnuszka i sezamem. Bułeczki mogą poleżeć jeszcze jakieś 5 min, a potem do piekarnika na 10-12 min. Szybko, smacznie i domowo, a zapach unosi się po cały domu. Obudzi nawet największego śpiocha :) A widok rosnących w piecu bułeczek poprawia humor na cały dzień :)
SMACZNEGO!!!